Mam wrażenie, że dzisiaj wszystko dzieje się za szybko.
Szybkie wiadomości.
Szybkie zakupy.
Szybkie filmy.
Szybkie życie.
Czasem łapię się na tym, że nawet odpoczynek próbujemy „zrobić produktywnie”.
A przecież człowiek nie jest maszyną.
Coraz częściej marzę o spokojniejszych porankach, wolniejszych wieczorach i zwykłej codzienności bez ciągłego poczucia pośpiechu.
Nie chodzi o idealne życie.
Bardziej o takie momenty jak:
ciepła herbata po pracy, deszcz za oknem, chwila ciszy bez telefonu albo spokojny spacer bez konkretnego celu.
Może właśnie tego najbardziej nam dziś brakuje — prostych chwil bez przebodźcowania.
Powoli uczę się, że nie wszystko trzeba zrobić od razu.
I że spokojniejsze życie wcale nie oznacza nudnego życia.
Może oznacza po prostu trochę więcej oddechu.

Dodaj komentarz